niedziela, 12 lutego 2012

Whitney… I will always love her… :(

 

I'm wiser now
I'm not the foolish girl you used to know
So long ago
I'm stronger now
I've learned from my mistakes which way to go
And I should know
I put myself aside to do it your way
But now I need to do it all alone
And I am not afraid to try it on my own
I don't care if I'm right or wrong
I'll live my life the way I feel
No matter what I'll keep it real you know
Time for me to do it on my own
Yeah yeah, mmm, yeah yeah
It's over now
I can't go back to living through your eyes
Too many lines
And if you don't know by now
I can't go back to being someone else
Not anymore
I never had a chance to do things my way
So now it's time for me to take control
And I am not afraid to try it on my own
I don't care if I'm right or wrong
I'll live my life the way I feel
No matter what I'm gonna keep it real you know
Time for me to do it
Oh I start again go back to one
I'm running things my way
Can't stop me now, I've just begun
Don't even think about it
There ain't no way about it
I'm taking names, the ones of mine
Yes I'm gonna take my turn
It's time for me to finally stand alone, stand
alone
I am not afraid to try it on my own
And I don't care if I'm right or wrong
I'll live my life the way I feel
No matter what I'm gonna keep it real you know
It's time for me to do it
See I'm not afraid

 

 

środa, 1 lutego 2012

Wisława… :(

 

Nic dwa razy

Wisława Szymborska

 

Nic dwa razy się nie zdarza

i nie zdarzy. Z tej przyczyny

zrodziliśmy się bez wprawy

i pomrzemy bez rutyny.

Choćbyśmy uczniami byli

najtępszymi w szkole świata,

nie będziemy repetować

żadnej zimy ani lata.

Żaden dzień się nie powtórzy,

nie ma dwóch podobnych nocy,

dwóch tych samych pocałunków,

dwóch jednakich spojrzeń w oczy.

Wczoraj, kiedy twoje imię

ktoś wymówił przy mnie głośno,

tak mi było, jakby róża

przez otwarte wpadła okno.

Dziś, kiedy jesteśmy razem,

odwróciłam twarz ku ścianie.

Róża? Jak wygląda róża?

Czy to kwiat? A może kamień?

Czemu ty się, zła godzino,

z niepotrzebnym mieszasz lękiem?

Jesteś — a więc musisz minąć.

Miniesz — a więc to jest piękne.

Uśmiechnięci, wpółobjęci

spróbujemy szukać zgody,

choć różnimy się od siebie

jak dwie krople czystej wody.

 

wtorek, 31 stycznia 2012

ach ten mój Kić…

Koty podobno są pamiętliwe... na szczęście pamięć mojego kota nie jest zbyt długa, jak się okazało.
Wczoraj się na mnie obraził. Pół dnia i nocy zastanawiałam się o co mu chodzi. Olśnienie przyszło rankiem, gdy malowałam rzęsy. Ile razy to robię, tyle razy kot akurat wtedy musi przejść obok mojej ręki i ją trącić. Wczoraj rano trącił tak sprytnie, że sam pomalował się tuszem. Miauknął na mnie z wielką pretensją, no jakże ośmieliłam się go ubrudzić! I od tej pory udawał, że mnie nie zna. Zero czułości, wręcz wrogie nastawienie. Aż do dzisiejszego ranka. Znów się malowałam. Koteczek przyszedł jak gdyby nigdy nic i w kluczowym momencie wskoczył na parapet, tradycyjnie potrącając moją rękę. Tym razem pół mojej powieki było brudne… Kić natychmiast zaczął się łasić do mych nóg. Rachunki wyrównane, kotek dziś towarzyszy mi jak zwykle, znów mnie lubi, kumple na śmierć i życie. Ach ten mój kić… fajny jest. Kocham go i już! :)

IMG_6135ponitce

kot-pod-choinka-po-nitce

kot-pod-choinka1po-nitce

Dobranoc :)

poniedziałek, 30 stycznia 2012

krótka historia zaległych robótek…

W czasie gdy mnie nie było blogu, zdarzyło mi się nawet druty w rękach trzymać. Parę razy.
Zrobiłam prawie cały rękaw czegoś, co miało być golfem. Ale chyba nie będzie. W ogóle tego nie będzie, bo przestało mi się podobać. Jeszcze nie sprułam, ale zamierzam. Z włóczki w pięknym różowym kolorze wydziergam kiedyś coś innego. Jeszcze nie wiem co i kiedy. Coś… kiedyś… i na tym na razie poprzestanę.
Wydrutowałam bardzo fajny szalik, czapkę i mitenki z Oliwii w kolorze fioletowo-biało-zielono-morskim (w paski). Komplet był dla uczennicy mojej, porwała go zanim zdążyłam zrobić zdjęcia. Mnie podobał się bardzo. Jej również – chodzi w tym, co najważniejsze :)
Napatrzywszy się na tę czapkę dla uczennicy, postanowiłam sobie machnąć coś w tym fasonie. I machnęłam. Podoba mi się, owszem. Ale ja dla odmiany w czapce tej nie chodzę, po prostu ją mam, dlatego zdjęcie w scenerii sypialnianej, z narzuconymi śnieżynkami, bo w końcu zima jest :)

 

czapka

Włóczka (tylko się nie śmiejcie) – Himalaya Padisah :)
Nic się nie zmieniło w moich uczuciach do niej. Nie lubię. Ale kolory ma cudne! No i nie mogłam się oprzeć tym właśnie powyższym, moim ulubionym. Nabyłam dwa motki. Z jednego powstała czapka. Zamierzam dokupić jeszcze jeden motek (sama już pękam ze śmiechu) i zrobić komin. Ładny będzie i może nawet będę go nosić, zobaczę :) Poprzedni wyrób z tej włóczki (szary otulacz z kwiatkiem) jednak zakładam i zadowolona z niego jestem, no! :)

Więcej robótek nie pamiętam. Coś tam robiłam chyba i prułam w międzyczasie, zapewne nic wartego uwagi, bo przypomnieć sobie za bardzo nie mogę. Podupadłam robótkowo… nic to… zakupię nowy zapas włóczek… się zmobilizuję do działania… na pewno!

Ciepłej nocy życzę!
Ja lecę poszukać kota, by mnie ogrzał :)
Ładnych snów!

niedziela, 29 stycznia 2012

słodki niedzielny uśmiech :)

Jestem i znów się do Was uśmiecham :)
Za tyle ciepłych słów, koniecznie, ale to koniecznie wypada czymś się odwdzięczyć. I mam coś w zanadrzu, a właściwie na talerzu :)
Poczęstujcie się, proszę ciastem. Przeraźliwie słodkim, lepkim, wilgotnym, absolutnie cudownym! Idealnym, gdy naturalnej słodyczy trudno uświadczyć. Kocham to ciasto!

Ciasto libańskie.

10 dag wiórków kokosowych
2 szklanki kaszy manny
łyżeczka cynamonu
cukier wanilinowy
mały proszek do pieczenia
20 dag masła lub margaryny
szklanka mleka
2 szklanki cukru
łyżeczka soku z cytryny

 

libanskie

  1. Nagrzewam piekarnik do temperatury 180 stopni C.
  2. Mieszam w misce kaszę mannę, wiórki kokosowe, cukier wanilinowy, cynamon i proszek do pieczenia. Dodaję masło lub margarynę oraz mleko, wyrabiam szybko, rozprowadzam na blaszce wyłożonej pergaminem. Kroję na niewielkie trójkąty.
  3. Ciasto piekę ok 40 minut (do ładnego zrumienienia).
  4. Ze szklanki wody, cukru i soku z cytryny gotuję syrop, a następnie odstawiam go do wystygnięcia.
  5. Zalewam syropem upieczone ciasto, posypuję po wierzchu wiórkami kokosowymi.

Smacznego!

Po porcji ciasta libańskiego też się słodko do mnie uśmiechnijcie Uśmiech

Dobrej nocy!

sobota, 28 stycznia 2012

pozdrawiam :)

Jakie to miłe, że ciągle ktoś tu jeszcze zagląda.
Ja też wpadłam, może tym razem na dłużej niż chwilę…
z potarganą fryzurą (po niedzieli wybieram się do fryzjera),
głową ciężką od natłoku myśli i nadmiaru wina grzanego (też coś z tym zrobię – z niepotrzebnymi myślami znaczy, bo wina się nie wyrzeknę),
w sweterku ze sklepu  (na drutach pusto, a stare swetry zrobiły się za duże, pamiętacie odchudzanie itp. – rzecz ciągle aktualna, swoją drogą),
ale za to w własnoręcznie wydrutowanych podkolanówkach,
z kotem na kolanach,
z Czyżykiewiczem śpiewającym cicho, że nic się nigdy nie zdarzyło
i dobiegającym z pokoi dzieci głośnym kaszlem (drugi tydzień… nienawidzę jak mi dzieci chorują!!!!!),
z podłogami, które powinnam dziś jeszcze umyć, ale tak strasznie mi się nie chce…

siedzę i znów na blogu piszę…

Uśmiecham się do Was, najpiękniej jak na chwilę obecną potrafię :)
Pozdrawiam bardzo ciepło.
Dobrej nocy.

1po-nitce

piątek, 4 listopada 2011

najnudniejsza robótka na świecie…

Dobry wieczór.
Zaopatrzywszy się w paczkę chusteczek i kubek herbaty z miodem i cytryną, wpadłam pokazać kolejne dziergadło. Dziergadło tak nudne, że miałam go szczerze dosyć już po kilku rzędach. Ale dobrnęłam do końca. I powstał szalik. Taki zwykły, gruby i długi zimowy szalik. Cudowny! Mięciutki, milutki, puchaty i w kolorach, które bardzo lubię. Uwielbiam ten szalik, czekam na zimowy spacer w nim :)

 

h2

h1

h

Włóczka – Himalaya Inci Yun (30 dag)
druty – 9 mm
Tę włóczkę polubiłam od razu :)

Miłego wieczoru piątkowego!
Pozdrawiam!