Karmelku :) ale mnie zaskoczyłaś tymi zajączkami! Faktycznie po jednej serwetce sobie szły, o proszę bardzo, właśnie tak, mam te zdjęcia jeszcze :)
Zdążyłam też sfotografować resztkę mazurka kajmakowego zanim go pożarliśmy :) Oj jaki on był cudnie dobry… jako pierwszy znikł, oj szkoda, szkoda… (ale nadal nie wiem, czy lepszy od paschy :P)
Mój drugi ulubiony mazurek (pomarańczowy) jeszcze jest (dzieci coś średnio się za niego łapią – no i dobrze!). To poczęstujcie się, proszę :)
Mamy jeszcze paschę, dokładnie taką jak w tamtym roku, niebiańsko smaczną ;)
Mamy jakąś resztkę najcudowniejszej jaka może być świątecznej babki (ależ ja tam wstawiłam kiepskie zdjęcie… no i nie będę miała lepszego na razie… pozostałości mało fotogeniczne są…).
Mamy jeszcze jedno ciasto, któremu poświęcę odrębny wpis :D
Dobrze, że nie wprowadziłam w życie wszystkich swoich słodkich pomysłów, bo zdecydowanie nie dalibyśmy im rady :)
Lany poniedziałek mija równie przyjemnie jak wczoraj. Ale żal, że jutro trzeba wrócić do rzeczywistości…
Pozdrawiam ciągle świątecznie i z uśmiechem i lecę z dziećmi zagrać w jakąś grę planszową. No może wcześniej kawę zrobię. I kawałek pomarańczowego na talerzyk nałożę… :)
Pa pa.


Hihihi....to było aż 5 zajączków? Troszkę mnie pamięć zawiodła ;o)
OdpowiedzUsuń na zawszeOj, kajmakowy mazurek to jest to!!! :o)
A nam też Święta upływają przyjemnie i spokojnie :o)