poniedziałek, 30 stycznia 2012

krótka historia zaległych robótek…

W czasie gdy mnie nie było blogu, zdarzyło mi się nawet druty w rękach trzymać. Parę razy.
Zrobiłam prawie cały rękaw czegoś, co miało być golfem. Ale chyba nie będzie. W ogóle tego nie będzie, bo przestało mi się podobać. Jeszcze nie sprułam, ale zamierzam. Z włóczki w pięknym różowym kolorze wydziergam kiedyś coś innego. Jeszcze nie wiem co i kiedy. Coś… kiedyś… i na tym na razie poprzestanę.
Wydrutowałam bardzo fajny szalik, czapkę i mitenki z Oliwii w kolorze fioletowo-biało-zielono-morskim (w paski). Komplet był dla uczennicy mojej, porwała go zanim zdążyłam zrobić zdjęcia. Mnie podobał się bardzo. Jej również – chodzi w tym, co najważniejsze :)
Napatrzywszy się na tę czapkę dla uczennicy, postanowiłam sobie machnąć coś w tym fasonie. I machnęłam. Podoba mi się, owszem. Ale ja dla odmiany w czapce tej nie chodzę, po prostu ją mam, dlatego zdjęcie w scenerii sypialnianej, z narzuconymi śnieżynkami, bo w końcu zima jest :)

 

czapka

Włóczka (tylko się nie śmiejcie) – Himalaya Padisah :)
Nic się nie zmieniło w moich uczuciach do niej. Nie lubię. Ale kolory ma cudne! No i nie mogłam się oprzeć tym właśnie powyższym, moim ulubionym. Nabyłam dwa motki. Z jednego powstała czapka. Zamierzam dokupić jeszcze jeden motek (sama już pękam ze śmiechu) i zrobić komin. Ładny będzie i może nawet będę go nosić, zobaczę :) Poprzedni wyrób z tej włóczki (szary otulacz z kwiatkiem) jednak zakładam i zadowolona z niego jestem, no! :)

Więcej robótek nie pamiętam. Coś tam robiłam chyba i prułam w międzyczasie, zapewne nic wartego uwagi, bo przypomnieć sobie za bardzo nie mogę. Podupadłam robótkowo… nic to… zakupię nowy zapas włóczek… się zmobilizuję do działania… na pewno!

Ciepłej nocy życzę!
Ja lecę poszukać kota, by mnie ogrzał :)
Ładnych snów!

7 komentarze:

  1. może Ty jednak lubisz tego Padisah gdzieś w głębi podświadomości? ;) Tylko Ci się tak zdaje, że nie lubisz ;)

    ale wiesz co... ja chyba mam podobnie ;) niby nie lubię trochę a kupuję i robię ;D ostatnio zrobiłam sobie czapę z niej i baaardzo jestem zadowolona :)

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. śliczna czapa :)) a kociaczek obowiązkowo do przytulenia bo mróz jak licho :))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. i oto chodzi Aniu...druty są dobre na wszystko :)
    a z Padisah też tak mam - włóczki nie lubię ale kolorki uwielbiam... i czasem też pokusie ulegam.
    Krys

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. Fajna czapula- zaczniesz chodzic- teraz takie mrozy, ze mi się już każda czapka podoba:)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. Aż się wierzyć nie chce, że tylko tyle :) fajowa ta Twoja czapa, idealna na taką pogodę

    OdpowiedzUsuń na zawsze